astronauta w kosmosie przy Polskiej fladze
|

Jaki jest potencjał polskiego sektora kosmicznego? Creotech Instruments chce zostać liderem w tej części Europy

Branża kosmiczna należy do najbardziej wymagających obszarów zarówno pod względem technologicznym, jak i biznesowym. Nic więc dziwnego, że na wypracowanie skutecznych rozwiązań potrzebne są lata. Czy rozwój tego sektora w Polsce ma potencjał? O pierwszych sukcesach, ale i porażkach w tej dziedzinie rozmawiamy z jednym z najważniejszych przedstawicieli branży w naszym kraju dr hab. Grzegorzem Broną.

Creotech Instruments jako pierwsza kosmiczna spółka, a zarazem najważniejsza polska firma z branży kosmicznej, przeszło pół roku temu zadebiutowała na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Debiut ten poprzedziły jednak lata wysiłków. Jak wyglądała ścieżka, która doprowadziła Państwa do tego momentu? 

Creotech jest dość rzadkim reprezentantem spółek w Polsce z obszaru deep-tech. Są to spółki oparte na wiedzy, know how oraz wizji rynków, które chcą podbić. Pomiędzy wspomnianym know how a wizją rynku pojawia się zwykle dość długi czas rozwoju – dostosowywania wiedzy i umiejętności do potrzeb branży, która w przyszłości będzie prawdopodobnie dynamicznie się rozwijać. Dlatego potrzebowaliśmy dekady, by dostarczyć odpowiednie projekty i produkty. Tak długi horyzont czasowy wymaga oczywiście kapitału, ale także wiary w to, że rynek pojawi się w odpowiednim momencie i spółka dokładnie w niego trafi.

Na Zachodzie spółki deep-tech są dość popularne, a inwestycje w nie – gigantyczne. Należą do nich m.in. firmy kosmiczne, spółki dostarczające systemy kwantowe, jak i te działające w obszarze AI, systemów materiałowych czy leków. W Polsce to wciąż temat stosunkowo nowy. Przy wycenie inwestycji w spółki high-tech bierze się pod uwagę obroty spółek, ich zyski oraz aktualną wiedzę rynkową. Przy spółkach z obszaru deep-tech jest to niestety większy problem, ponieważ zaczynają generować zyski dopiero po upływie kilku lat. To było głównym wyzwaniem dla Creotechu w 2012 roku, kiedy w Polsce praktycznie nikt jeszcze nie wiedział, że istnieją firmy, które celują w rynek w perspektywie dziesięcioletniej. W sektorze kosmicznym nie można w krótkim czasie wykształcić produktów i zacząć na nich zarabiać.

W 2014 roku dostrzeżono zapotrzebowanie na spółki deep-tech i udało się nam uzyskać finansowanie ze skarbu państwa. Fundusze te umożliwiły nam rozwój i pokazanie, że produkty, które proponujemy, rzeczywiście trafiają w rynek. Obecnie mamy produkty m.in. w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), czy Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie. To wszystko pozwoliło nam dojść do etapu giełdowego w 2021 roku i wkroczyć na główny parkiet już jako dojrzała spółka z własnymi produktami high-techowymi dedykowanymi dla sektora kosmicznego. Warto podkreślić, że w Polsce zrozumienie dla spółek deep-tech, innych niż Creotech, jest wciąż znikome. Polski inwestor lokuje pieniądze w bezpiecznych rozwiązaniach, które dobrze rozumie, obiecujących znaczne wzrosty potencjału i wycen w krótkiej perspektywie. Spółki deep-tech takie obietnice składają, ale w perspektywie przynajmniej dziesięcioletniej.

Jakie są Pana zdaniem największe wyzwania dla branży? Które obszary wymagają pilnego doinwestowania oraz wsparcia ze strony podmiotów państwowych i prywatnych?

To zagadnienie dość szerokie – branża kosmiczna należy bowiem do bardzo innowacyjnych, ale jeszcze kilka lat temu była traktowana w Polsce z przymrużeniem oka. Jeśli mowa o branży kosmicznej, to na myśl nasuwają się przede wszystkim misje NASA czy przełomowe wydarzenia, jak lądowanie człowieka na Księżycu. Zmiana tak wąskiego postrzegania branży kosmicznej okazała się być dużym wyzwaniem. Kluczowe są duże strumienie pieniędzy pochodzące z usług, czyli ze zobrazowania satelitarnego, telekomunikacji satelitarnej czy też nawigacji satelitarnej. Wciąż próbujemy odczarować tę branżę i pokazać, że przeciętny Kowalski korzysta z niej kilkadziesiąt razy dziennie, choćby uruchamiając Google Maps albo sprawdzając pogodę w swoim smartphonie.

Istotnym elementem jest poziom nakładów na tę branżę w porównaniu z innymi europejskimi krajami. W Polsce nakłady ze strony rządowej są stosunkowo niskie i skupiają się na współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną. Ta współpraca polega na tym, że każdy z krajów finansuje składkę do Agencji, z której następnie może pozyskać środki na badania i rozwój firm. Polska składka jest jednak niewielka – obecnie jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc, jeśli chodzi o poziom finansowania Europejskiej Agencji Kosmicznej. Co więcej, jest to nie do końca zgodne z Polską Strategią Kosmiczną na lata 2017-2030, która mówi wprost o kilkukrotnym powiększeniu składki. Bez możliwości korzystania z transferu technologii z Europejskiej Agencji Kosmicznej rozwój polskich firm i instytucji jest utrudniony.

Oczywiście fundusze nie pochodzą tylko ze współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, są także pozyskiwane z rynku prywatnego. Na nim wciąż jednak widoczne jest wspomniane wcześniej podejście do branży kosmicznej – polskie spółki, szczególnie te najmniejsze, dość ostrożnie spoglądają w kierunku tak dużych wyzwań. Kapitał inwestycyjny w Polsce jest bardzo mocno rozdrobniony, większość inwestycji VC sięga od 1 do 3 milionów złotych. Niestety, branża kosmiczna wymaga inwestycji rzędu kilkudziesięciu milionów złotych, które rozłożone są na wiele lat.

Z kolei prywatna branża kosmiczna narodziła się w Polsce w 2012 roku wraz z przystąpieniem naszego kraju do Europejskiej Agencji Kosmicznej. W związku z tym trudno było oczekiwać, że nagle pojawią się wykwalifikowani pracownicy, którzy będą potrafili rozwijać ten sektor. Proces budowania polskiej kadry trwał dokładnie 10 lat, w których czasie firmy ściśle współpracowały z uczelniami wyższymi przy kształceniu przyszłych pracowników. Choć wydaje się, że dziś ten obszar jest już znacznie lepiej rozwinięty, nadal jest wiele do zrobienia. Specjaliści, którzy wchodzą obecnie na rynek, są natychmiast rekrutowani przez nowo powstałe firmy, zarówno polskie, jak i te zagraniczne, posiadające w naszym kraju prężnie działające oddziały.

Zważywszy na to, że koszty pracy w Polsce są wciąż niższe, mogłoby się wydawać, że na międzynarodowym rynku technologii kosmicznych Polska ma konkurencyjne ceny. Te koszty zaczynają się już powoli wyrównywać, a inżynierom musimy płacić mniej więcej tyle samo, co w krajach zachodnich.

Warto także podkreślić, że polskie firmy wciąż się uczą, dlatego realizacja konkretnych kontraktów z rynku światowego jest w ich przypadku obarczona większym ryzykiem. Amortyzacja wspomnianego ryzyka wpływa na to, że polskie firmy niestety nie są konkurencyjne pod względem ceny. Firmy zagraniczne, np. francuskie i niemieckie, obecne na rynku od 40 lat, wliczyły już znaczną część tej amortyzacji w swoje przeszłe koszty.

Nasza rozpoznawalność na globalnym rynku kosmicznym jest niewielka. To się oczywiście powoli zmienia, ale na arenie międzynarodowej wciąż brakuje wiedzy o polskich firmach z sektora kosmicznego. Nie jesteśmy traktowani jako zagłębie specjalistów od deep-techu, a raczej jako zagłębie specjalistów od IT. Fakt, że Polski nie kojarzy się z technologiami, które latają w przestrzeni kosmicznej, utrudnia nam przebicie się na rynek globalny, poza struktury Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Współpracują Państwo m.in. z European Space Agency (ESA), The European Organisation for Nuclear Research (CERN), GSI Centre for Heavy Ion Research i DESY. Jak przebiegają te współprace?

Tak naprawdę mówimy tutaj o dwóch rodzajach współpracy: bezpośrednio z laboratoriami oraz w ramach przetargów na dostarczenie konkretnych rozwiązań. Plusem współpracy z laboratoriami jest to, że naukowcy, przynajmniej na początku, są mniej wymagający w kwestii niezawodności – są w stanie wypunktować błędy, ale także współpracować z firmą nad ich rozwiązaniem. Naukowcy często angażują się we własne projekty i są bardziej otwarci na eksperymentowanie z nowymi podmiotami, technologiami i firmami.

W ramach szerokiej współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną od 2012 roku zrealizowaliśmy kilkaset projektów i produktów na polskim rynku. Nie mówię tylko o Creotechu, ale ogólnie o firmach z sektora kosmicznego w Polsce. Jesteśmy ważnym elementem dość istotnych misji agencji kosmicznej, takich jak misja Solar Orbiter, Juice, MetOp czy programów związanych z Komisją Europejską: Projekt Copernicus i Galileo.

Do 2019 roku Polska uczestniczyła w projekcie „Polish Industry Incentive Scheme”. Był to specjalny program w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej, dzięki któremu część pieniędzy z polskiej składki została bezpośrednio przekazana rodzimym podmiotom. Firmy mogły rozwinąć się w sektorze kosmicznym poprzez uczestnictwo w dedykowanym tylko naszemu krajowi programie. Europejska Agencja Kosmiczna słusznie dostrzegła konieczność wzmocnienia polskich podmiotów, dlatego stworzyła ten specjalny program, w którym nie mogły brać udziału firmy z Francji czy Niemiec.

Wspomniany program służył wsparciu polskich podmiotów. Później Europejska Agencja Kosmiczna uznała, że jesteśmy już wystarczająco wyedukowanym krajem i mamy dostateczną liczbę firm kosmicznych posiadających odpowiedni know how, żeby startować w otwartych konkursach i wygrywać nawet z najlepszymi europejskimi firmami. Creotech Instruments współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną od 2012 roku, dzięki temu otrzymaliśmy nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim ogromny know how związany z realizacją programów kosmicznych, którego inaczej nie moglibyśmy w żaden sposób uzyskać w Polsce.

Zadaniem Europejskiej Agencji Kosmicznej było nie tylko wymaganie od Polski dostarczenia pewnych produktów, ale również nauczenie firm, w jaki w sposób realizować projekty kosmiczne.

Jak udało się Państwu nawiązać współpracę z tak ważnymi ośrodkami i wypozycjonować spółkę jako uznaną, globalną markę?

Najtrudniej jest zdobyć pierwszego klienta referencyjnego. Gdy już rozpocznie się współpracę z jednym ośrodkiem światowej klasy, kolejne propozycje pojawiają się automatycznie, chociażby w ramach konsorcjów czy zamówień na podobne produkty, które są potrzebne w innych ośrodkach. Udało się nam zdobyć dwóch takich klientów. Pierwszym był ośrodek CERN w Genewie, z którym związana była większość założycieli Creotechu. Wiedzieliśmy, w jaki sposób rozmawiać z naukowcami z tego ośrodka, jakie kontrakty można zdobyć w ramach otwartych przetargów i na co możemy się porywać. Drugim klientem referencyjnym była Europejska Agencja Kosmiczna, która sama przyjechała w 2012 roku do Polski w poszukiwaniu chętnych do wzięcia udziału w projektach kosmicznych. Nie było ich zbyt wielu ze względu na to, że dla dużych firm ten temat był zbyt ryzykowny, a rynek za mały. Większość dużych podmiotów nie zainteresowała się nim i pozostawiła go startupom. Z kolei dla startupów znacznie łatwiej było napisać aplikację mobilną i ją skomercjalizować, więc podjęcie współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną nie wchodziło w grę.

W ten sposób na rynku zostało kilka podmiotów, w tym Creotech Instruments, który dopiero się zawiązywał. Wrażenie na Europejskiej Agencji Kosmicznej zrobiła też na pewno nasza współpraca z CERN-em. Agencja zdecydowała się pomóc w rozwoju właśnie tej grupie podmiotów, a w szczególności Creotechowi. Stąd dwóch pierwszych klientów: CERN i Europejska Agencja Kosmiczna, a reszta to już efekt kuli śnieżnej.

Pracował Pan w CERN-ie, a w trakcie pracy w Polskiej Agencji Kosmicznej, której był Pan prezesem w latach 2018-2019, przygotował Pan Krajowy Program Kosmiczny. Jak wspomina Pan te doświadczenia zawodowe?

Bardzo cenię sobie fakt, że wywodzę się ze środowiska naukowego, a nie biznesowego. Pochodzę ze świata fizyki wysokich energii, dlatego współpraca z CERN-em była oczywista już w trakcie pisania mojej pracy magisterskiej. Fizycy są o tyle interesującą grupą ludzi, że z jednej strony znają się lepiej na technologii niż przeciętny człowiek, a z drugiej strony potrafią o niej mówić i myśleć szerzej niż inżynierowie skupieni wyłącznie na rozwiązaniu konkretnych problemów technicznych.

Fizycy łączą w sobie kompetencje twarde i miękkie, dlatego dużo łatwiej jest im odnaleźć się w obszarach deep-techowych i high-techowych. Drugą zaletą ścieżki, którą obrałem, jest umiejętność poruszania się w instytucjach międzynarodowych. CERN jest najbardziej międzynarodową instytucją zaraz po ONZ – to kilka tysięcy instytutów naukowych zrzeszonych w ramach jednej organizacji. Dzięki temu mogłem obserwować zachowanie innych nacji i dowiedzieć się, na co kłaść nacisk w kontaktach na terenie Europy, USA czy Azji.

Polska Agencja Kosmiczna powstała w 2014 roku, kilka lat po wstąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Organizacja dysponowała niezbyt dużym budżetem przyznanym na jej zawiązanie. Jedyną drogą pozyskania dodatkowych funduszy na rozwój było opracowanie pełnego i kompleksowego programu, który mógłby być podstawą do ewentualnego starania się o zwiększenie dofinansowania na rozwój nauki i sektora kosmicznego. Koordynowałem zatem przygotowanie Programu Kosmicznego, który obejmował 54 działania związane m.in. ze wsparciem uczelni, nawiązaniem współpracy z USA i z innymi krajami oraz z rozwojem kadr, wsparciem kół studenckich czy przygotowaniem specjalnych kursów dla studentów. W tym programie próbowaliśmy objąć wszystko, co wiązało się z zapoczątkowaniem rozwoju sektora kosmicznego w Polsce.

Rada Polskiej Agencji Kosmicznej przyjęła go jednogłośnie, jednak finalnie nie otrzymał on finansowania. Krajowy Plan Kosmiczny wciąż jest w opracowaniu, a moją misję jako prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej uznałem za zakończoną. Pomimo pewnego niedosytu był to czas owocny, gdyż część zaproponowanych przeze mnie projektów znalazła się w agendzie działalności Polskiej Agencji Kosmicznej lub innych instytucji krajowych czy też ministerstw w kolejnych latach. Obecnie sektor kosmiczny czeka jednak na zdefiniowanie i przyjęcie Krajowego Programu Kosmicznego w jego ostatecznym kształcie.

Kiedy doszedł Pan do wniosku, że ścieżka akademicka nie jest dla Pana wystarczająca?

Bardzo wcześnie. W 2008 roku, po zakończeniu doktoratu, zrobiłem studia Masters of Business Administration, aby dowiedzieć się, na czym polega praca menadżera technologii oraz prowadzenie przedsiębiorstwa. W 2012 roku podjąłem decyzję, aby wykorzystać kontakty naukowe do zorientowania się w potrzebach środowiska CERN i ESA. Z kolei w 2018 roku zdecydowałem się całkowicie poświęcić biznesowi i odejść z uczelni, która w moim przekonaniu nie wspierała przedsiębiorczości.

Jak wygląda rekrutacja do Creotechu? Jakich pracowników Państwo poszukujecie i czym kierujecie się w ich wyborze?

Przede wszystkim poszukujemy osób, które są w stanie rozwiązywać problemy, myśląc poza schematem, projektowo, a przy tym posiadają wiedzę i/lub potrafią szybko ją przyswajać. Ważne są także umiejętności miękkie, interpersonalne oraz inteligencja emocjonalna, ponieważ praca w projektach wymaga często kontaktu z klientem zewnętrznym. Trzeci aspekt związany jest z podejściem do pracy. Chcemy mieć na pokładzie osoby, które uważają, że sektor kosmiczny to wyzwanie, które jest właśnie dla nich.

W jaki sposób można zachęcić zdolnych studentów do pracy w polskiej firmie kosmicznej? Mówić ściślej jak zatrzymać ich w kraju?

Nie przebijemy na ten moment stawek, które studenci mogą otrzymać w Wielkiej Brytanii czy w Belgii, jednak naszą zaletą jest zapewnienie możliwości rozwoju dla młodego człowieka w kraju, z którego pochodzi, w ojczystym języku, bez konieczności emigracji.

Z drugiej strony, pracowałem również za granicą i jestem świadomy, że w pewnym momencie pojawia się szklany sufit, którego w Polsce nie ma. Jeżeli celujemy w rozwój kariery od juniora-inżyniera, aż po szefa dużych projektów, czy istotnego działu w firmie, to warto wiązać się z firmami rodzinnymi, w których rozwijać się jest łatwiej niż w międzynarodowych organizacjach.

Czy posiadacie Państwo programy dla młodych talentów w postaci stypendiów, współpracujecie z uczelniami, udzielacie wsparcia mentorskiego?

Założyciele spółki wywodzą się z obszarów naukowych, a niektórzy wciąż pracują na uczelniach. Chętnie przyjmujemy najlepszych studentów i uczestniczymy w programach stypendialnych. Agencja Rozwoju Przemysłu, nasz akcjonariusz, posiada dedykowany program dla sektora kosmicznego, w ramach którego co roku przyznaje półroczne stypendium dla około dziesięciu młodych kandydatów.

Posiadamy też własne programy stażowe, dzięki którym wiele młodych osób znalazło stałe zatrudnienie w spółce. Czasami są to nawet licealiści, którzy jeszcze przed studiami chcą zdobyć doświadczenie i upewnić się w kwestii wyboru specjalizacji.

Co sprawia, że tak wielu fizyków posiada dobrze rozwinięte kompetencje miękkie?

Przedstawiciele nauk ścisłych nie tylko rozumieją technologię, ale potrafią także o niej opowiadać. Często występują na konferencjach i popularyzują wiedzę w ramach swoich studiów czy kontaktów z mediami. Kolejną zaletą naukowców jest krytyczne myślenie, dzięki któremu fizyk potrafi odróżnić technologię, która ma szansę zadziałać od tej, która jest skazana na porażkę. Jest też w stanie ocenić koszty opracowania technologii, czas potrzebny na jej opracowanie oraz krytycznie oszacować potrzeby klienta i zbudować realne oczekiwania.

Jest Pan również koordynatorem Rady Sektorowej ds. Kompetencji Przemysłu Lotniczo-Kosmicznego oraz członkiem Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN. Jakie kompetencje przyszłości uważa Pan za kluczowe w kształceniu młodego pokolenia innowatorów?

Próbujemy odpowiedzieć na to pytanie już od dłuższego czasu. Podstawą powinno być zdefiniowanie celów Polskiej Strategii Kosmicznej i przełożenie ich na wymagane kompetencje. W tej chwili nie ma wdrożonego krajowego programu kosmicznego, więc musimy bazować przede wszystkim na zapotrzebowaniu ze strony Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Rada wykonała kilka studiów. Pierwsze bazowało na różnych strategiach i koncepcjach rozwoju branży kosmicznej w Polsce, następnie na zwymiarowaniu zapotrzebowania na kadry przy realizacji konkretnych wizji rozwoju sektora. Pokazaliśmy, ile osób będzie potrzebnych w poszczególnych specjalizacjach w najbliższych latach, w zależności od tego, jak sektor będzie się rozwijał. Studia pokazały zapotrzebowanie na informatyków, elektroników i mechatroników oraz osoby, które potrafią połączyć ze sobą różne kompetencje– są dobrymi inżynierami mechanicznymi, mają wiedzę z zakresu elektroniki i potrafią czuwać nad dużym projektem. Takich ludzi nie ma w Polsce wielu, dopiero uczymy się ich kształcić.

Polskie uczelnie zaczęły zauważać zapotrzebowanie na kształcenie ludzi, którzy nie tylko są świetnymi specjalistami z jednej dziedziny, ale potrafią korzystać z wielu dziedzin, by w końcu dostarczyć gotowy produkt. Pojawiło się także zapotrzebowanie związane z miękkimi obszarami jak na przykład Business Developer. Potrzebujemy specjalistów, którzy są w stanie sprzedać produkty na terenie Polski, ale w szczególności poza nią. Na arenie międzynarodowej świetnie nadają się do tego właśnie fizycy. Z własnego doświadczenia wiem, że rzeczywiście łączą kompetencje twarde z miękkimi. Ludzie, którzy chcą się odnaleźć w branży kosmicznej, także powinni nauczyć się je łączyć.

Kolejny obszar zapotrzebowania dotyczy niższych kompetencji związanych z samym wytwarzaniem komponentów kosmicznych. Specjaliści od montażu, elektroniki, mechaniki, ale też specjaliści od tzw. AIT, czyli Assembly Integration and Test są w tej chwili intensywnie poszukiwani. Przestaliśmy uczyć się podstaw, dlatego potrzeba ludzi, którzy stworzą coś zaprojektowanego przez inżynierów na papierze i wystąpią w roli wytwórcy systemów kosmicznych.

Cofnijmy się na moment w czasie. Jakiej rady udzieliłby Pan samemu sobie, gdyby właśnie rozpoczynał Pan studia fizyczne?

Studenci powinni wiedzieć, że bardzo ważna jest współpraca z ośrodkami naukowymi na wczesnym etapie kariery naukowej. Kiedy zaczynałem studia na początku lat dwutysięcznych, migracja studentów za granicę była ograniczona. Dziś jest to znacznie łatwiejsze, dlatego warto już w trakcie pierwszych lat studiów celować w wyjazdy zagraniczne czy nawet realizować odmienną perspektywę, nauczyć się innego myślenia. Należy szerzej myśleć o swojej karierze, zdobywać różne umiejętności i ogólne, również miękkie, kompetencje.

Ostatnie pytanie dotyczy przyszłości. Jakie są dalsze plany rozwoju Creotechu, a także Pana własne? Te dwa obszary zapewne ściśle się ze sobą wiążą

Plany Creotechu są bardzo ambitne, ze względu na to, że mamy już wypracowane produkty, współpracę z największymi na świecie organizacjami naukowymi i firmami.Wiele produktów i projektów nie jest jednak jeszcze wdrożonych, dlatego skala naszego rozwoju będzie dynamicznie wzrastać przez najbliższe dwa lata. Mamy w planach dwa przełomowe wydarzenia: w 2023 roku będziemy testować naszego pierwszego satelitę na orbicie okołoziemskiej, a w 2025 roku mamy dostarczyć Unii Europejskiej istotne podsystemy komputera kwantowego. W 2027 roku chcemy być najistotniejszym graczem w Europie Centralnej w obszarze technologii kosmicznych.

Od wielu lat staram się mieć dość zdecydowany plan na siebie. W 2012 roku podjąłem decyzję, że chcę być osobą, która buduje polski sektor kosmiczny znacznie szerzej niż tylko w ramach Creotechu. Stąd moja obecność w Radzie, w komitetach PAN, czy w ramach współpracy z Polską Agencją Kosmiczną. Wydaje mi się, że każdy powinien zastanowić się nad tym, co po sobie zostawi. Moim celem jest związanie mojego imienia i nazwiska z rozwojem polskiego sektora kosmicznego.

Opracowanie: Sylwia Pyzik

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Sprawdź wszystkie komentarze