Ilustracja do artykułu pt. "LinkedIn vs. Tinder – rekrutacja męża czy miłość do przyszłego stanowiska pracy?"
|

LinkedIn vs. Tinder – rekrutacja męża czy miłość do przyszłego stanowiska pracy?

Większość naszego życia już dawno przeniosła się do świata online. Wachlarz dostępności jest szeroki. Od możliwości zrobienia zakupów, przez studiowanie, aż po wizytę u lekarza czy wróżki. Dziś w sieci szukamy tak pracy, jak i towarzystwa. Tinder i LinkedIn od lat podbijają rynek w tych kwestiach. Większość z nas ma wśród znajomych choć jedną parę, która jest ze sobą za sprawą Tindera. Z pewnością każdy z nas miał też do czynienia z osobą, którą swoją pracę zawdzięcza LinkedInowi. Co jednak gdy te wirtualne rzeczywistości zaczynają się przenikać, a narzędzia są wykorzystywane w innych celach, niż zostały stworzone?

Po co nam Linkedin, a po co nam Tinder?

LinkedIn umościł się wygodnie na arenie biznesu jako najlepsze źródło kandydatów. Na polskim rynku rekrutacyjnym zostawia w tyle wszelkiego rodzaju job boardy czy swojego dziadka Goldenline. Platforma dorobiła się własnych influencerów, to osoby, które „musisz” śledzić. Portal stworzony został z zamysłem łączenia biznesu z ludźmi. Z czasem samoistnie uformował się na kształt największej skarbnicy zasobów ludzkich na świecie. To właśnie tam rekruterzy kierują swoje pierwsze kroki w poszukiwaniu idealnego kandydata do pracy. LinkedIn to ogromna wyszukiwarka talentów. Łączy ludzi szukających – jedni szukają pracy, drudzy poszukują najlepszego pracownika.

W tym samym czasie, gdy LinkedIn łączył talenty z pracodawcami, gdzieś po drugiej stronie internetu pojawił się Tinder. Aplikacja randkowa, pierwotnie stworzona dla społeczności Southern Methodist University w Teksasie. Platforma służy do łączenia osób, które poszukują drugiej połówki. W mgnieniu oka portal zyskał ogromną popularność i opanował niemal cały świat. Swoje tinderowe profile zakładają nawet osoby sławne. Dzięki aplikacji zawiązują się małżeństwa i rodzą dzieci. Ponownie świat został połączony dzięki platformie służącej do poszukiwania. W tym przypadku nie są to sprawy zawodowe, lecz sercowe, ale czy zawsze?

LinkedIn vs. Tinder – zamiana ról?

Tinder obecnie posiada 80 milionów użytkowników, z czego aż 9 milionów płaci za subskrybuję. Sama aplikacja została pobrana przez 450 milionów użytkowników, co czynią ją najczęściej pobieraną aplikacją na świecie. Według raportu „Tinder Statistics 2023: All you need to know about the dating app” nie wszyscy użytkownicy aplikacji randkowych szukają tam miłości. Portal z czasem samoistnie przestał zaspokajać tylko kwestie uczuciowe.

Okazuje się, że tylko 50 proc. użytkowników aplikacji poszukuje relacji. 30 proc. używa jej do poszukiwania przygodnych kontaktów, a 20 proc. traktuje jako narzędzie do poszerzania grona znajomych. Czy naturalne jest, aby od samego początku wiedzieć, czego oczekujemy od „zmatchowanej” osoby? Prawdą jest to, że nigdy nie wiemy na kogo wpadniemy podczas „swipeowania”.

W jednym z artykułów opublikowanych na łamach Business Insinder użytkownicy aplikacji randkowej spowiadają się, na kogo natknęli się na platformie. Jeden z posiadaczy profilu na Tinderze poznał dziewczynę, która twierdziła, że tak samo jak on jest miłośniczką gier planszowych. Podczas pierwszego spotkania na żywo, okazało się, że kobieta jest agentem ubezpieczeniowym i postanowiła przedstawić ofertę na swojej randce. Okazało się, że agentka ubezpieczeniowa ma już chłopaka, a Tindera traktuje jako kanał do pozyskiwania klientów. Nie jest to przypadek zupełnie odosobniony.

Mąż z LinkedIna, kandydat z Tindera

Mimo tego, iż zgodnie z regulaminem Tindera, sprzedaż, promocja i akwizycja są zabronione, platforma aż huczy od biznesu. Podobną metamorfozę przeszedł LinkedIn. Z profesjonalnego, biznesowego środowiska przeistacza się czasami samoistnie w portal randkowy.

W artykule Business Insider swoją opinią o platformie podzieliły się osoby, które znalazły swoją drugą połówkę za pośrednictwem LinkedIn. Jedna z użytkowniczek opowiada, że podczas poszukiwania odpowiedniego kandydata na stanowisko w swojej firmie, poznała swojego męża. Wspomina, że była to miłość od pierwszego spojrzenia na jego zdjęcie profilowe. Zdaniem pisarki Sarah Miller „LinkedIn sprawdza się lepiej niż prawdziwe portale randkowe. Jeśli masz ochotę na flirt z partnerami zawodowymi i jesteś gotowy na dłuższą grę, LinkedIn jest twoją następną wymarzoną aplikacją randkową” – napisała w Bold Italic.

Coraz częściej w świecie rekruterów mówi się o tym, iż Tinder jest świetnym narzędziem do rekrutacji. W profilu można znaleźć sporo informacji o użytkowniku, również tych zawodowych. Intencja kontaktu może być inna niż ta na LinkedIn. Na tej platformie również coraz częściej słyszymy o randkowaniu. Portal, ze względu na swój bardziej oficjalny charakter, może sprawiać, że potencjalny partner może wydawać się nam bardziej realny. To właśnie na tym polega natura świata online. Jest bardzo rozmyta, a granice w tym uniwersum, jest łatwo przesuwać.

Rozmyte granice sieci

„Na przykład mogę skontaktować się bezpośrednio z moim rektorem, wysyłając mu skargę pocztą elektroniczną lub publikując post na jego stronie na Facebooku, ale w prawdziwym życiu istnieją mechanizmy zabezpieczające mnie przed dostępem do niego. Jeśli pójdę do jego biura, zostanę zatrzymana przez sekretarkę, która spyta, czy umówiłam się na spotkanie. Jeśli spróbuję do niego zadzwonić, recepcjonistka zdecyduje, czy mnie połączyć, czy nie” – komentuje Jennifer Lundquist, autorka książki „The Dating Divide: Race and Intimacy in the Era of Online Dating”.

Pisarka zwraca również uwagę na bardzo istotną kwestię. Granice social mediów, aplikacji i portali nie są jasne. Świat online jest znacznie bardziej prywatny niż w przypadku spotkań twarzą w twarz. Sieć jest bardzo łatwo dostępnym narzędziem. Znacznie łatwiej przychodzi nam kontaktowanie się z obcym w świecie online niż w świecie realnym.

Ups, it’s not a match, czyli co na to HR?

Perspektywa na podryw na LinkedIn traci różowe barwy, jeśli uświadomimy sobie, że może ona przysporzyć więcej problemów niż korzyści. Co w przypadku, kiedy jednak kandydat na randkę wcale nie chce nim być i uzna takie zachowanie za nieprofesjonalne? Co jeśli po kilku wymianach flirtujących wiadomości, jednak uzna, że w sumie to „się znamy” z ostatniego projektu u klienta. Takie miłosne wojaże mogą przysporzyć wielu problematycznych sytuacji. Przede wszystkim obdzierają całą „profesjonalność” z platformy. Użytkownik, który ruszył na podryw i spotkał się ze sprzeciwem może doczekać się konsekwencji. Poczta pantoflowa działa bardzo dobrze, a opinia „lowelasa” może przylgnąć do nas na stałe.

To samo w przypadku Tindera. Prowadzenie procesów rekrutacyjnych w portalu randkowym może okazać się nieodpowiedzialnym ruchem. Takie działanie otwiera drzwi kompletnie obcym nam ludziom do naszego zawodowego świata. Może do stanowić zagrożenie dla stabilizacji życia zawodowego. Zawsze możemy na swojej randkowej ścieżce napotkać kogoś, za kogo nie powinniśmy brać odpowiedzialności zawodowej. Należy również zastanowić się, w jakim świetle stawia to firmę, do której potencjalnie chcielibyśmy kogoś zrekrutować.

Jeśli randkowanie zagnieździ się na LinkedIn na dobre, należy obawiać się, że portal z czasem będzie tracił zaufanie swoich użytkowników. Znaczna większość posiadaczy kont na tej platformie ceni sobie możliwość wymiany profesjonalnych zdań. Nawiązywanie kontaktów biznesowych również jest ogromną zaletą. Jeśli będziemy chcieli rekrutować na Tinderze, ten również straci zaufanie użytkowników. Właściciele kont w aplikacji mogą paść ofiarą nieczystych intencji, ponieważ ktoś mógłby bardziej chcieć poznać ich CV i wymagania finansowe niż charakter.

Mimo zatartych granic przyszłość obu platform widziana jest raczej w jasnych barwach. Znaczny procent użytkowników ceni sobie cel, funkcje i przeznaczenie posiadania konta na danym portalu. Należy jednak pamiętać, że aby uniknąć nieporozumień, w kwestiach sercowych raczej lepiej uciekać w stronę aplikacji randkowych. W sprawach zawodowych można zawsze zajrzeć na LinkedIn i sprawdzić, co w biznesie piszczy.

Autor: Malwina Kawenczyńska

Przeczytaj też:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Sprawdź wszystkie komentarze