newsletter
[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

„Nie musimy być hurtownikiem cudzych technologii”. Wywiad z Brygidą Dzidek

155
[social_warfare]

Diana Sawulska, Magazyn Rekruter: Jak postrzegasz swoją rolę na polskim rynku technologicznym?

Brygida Dzidek, Haptology: Chcę budować i dynamicznie rozwijać polską markę technologiczną, aby konsumenci elektroniki na całym świecie znali nasze produkty. Dzięki temu mam zamiar pośrednio tworzyć ekosystem specjalistów w nowej dziedzinie inżynierii, jaką jest haptyka. 

Jak zatem powstało Haptology?

Haptology to wynik komercjalizacji wyników badań naukowych. Z wykształcenia jestem inżynierem haptyki, czyli inżynierii dotyku. Posiadam kilkuletnie doświadczenie w branżach dotykowych różnego typu. Pracując na uczelni, później w dużym europejskim projekcie, jak i w startupie, dochodziłam do różnych wniosków i konkluzji, które zaowocowały tym, że zdecydowałam, aby projekt, który pierwotnie miał być czysto badawczo-akademicki, został inkorporowany w postaci startupu.

Po latach studiów doktoranckich i pracy w startupie przeprowadziłam się do Polski i zamieszkałam w Warszawie, gdzie znalazłam pierwszych inwestorów i pracowników. Wtedy zaczynałam z nimi ten cały projekt. Ze względu na dofinansowanie projektu ze środków Unii Europejskiej, zdecydowaliśmy się finalnie otworzyć laboratorium i osiedlić w Krakowie. 

Odnoszę wrażenie, że wiele zdolnych studentów wyjeżdża, żeby móc realizować swoje badania. Czy będąc geekiem innowacyjnym można z powodzeniem rozwijać się w polskim świecie naukowym?

Uważam, że dzisiaj studenci mają ogromną szansę i potencjał: jeśli ktoś chce, naprawdę ma ogromne szanse, żeby rozwijać skrzydła. 

Inną kwestią jest to, co dana osoba z tym zrobi. Początkowo na Uniwersytecie Śląskim miałam ogromną szansę, żeby zmienić tryb kariery, po tym jak zaczęłam inżynierię biomedyczną, a skończyłam inżynierię biomateriałów. Później spotkałam charyzmatycznych promotorów, którzy pomogli mi zdobyć doświadczenie również za granicą. Część moich studiów inżynieryjnych i magisterskich spędziłam w Szwajcarii, skorzystałam również ze stypendium Erasmus. Zanim obroniłam magisterkę, publikowałam, wyjechałam na konferencję, nawiązałam międzynarodową współpracę. Nasz Uniwersytet mi to umożliwił. Nie sądzę abym była ograniczana. 

Jaka jest rola różnorodności w rozwoju startupów i zespołów? W końcu często słyszy się, że Polska jest na nią zamknięta.

Często różnorodność prowadzi do najlepszych efektów kreatywnych. Szczególnie, kiedy przy stole siedzi dziesięć osób i każda pochodzi z innego miejsca, innego kręgu kulturowego. Sprawia to, że pomysły i perspektywy swobodnie się mieszają i ludzie tworzą idee, które w ogóle nie przyszłyby im do głowy. Ale nie wierzę w to, i dzisiaj o tym wiem, że w Polsce czegoś nie ma, czegoś brakuje, że w Polsce się czegoś nie da. Wszystko się da. Uważam, że jest to ogromny kraj o dużym potencjale, zwłaszcza jeśli chodzi o pomysły, o optymalizacje procesowe. Nawet potoczne archetypy „Polaków cwaniaków” sprzyjają konwersji pomysłów. Wiem, że cały czas ciągnie się za nami dług technologiczny, czyli te lata komuny, słabych kadr i braku zasobów na badania. 

Jaki jest Twój stosunek do słowa „innowacja”?

Określenia takie jak: wdrożenie, innowacja, są według mnie błędnie rozumiane w pozytywny sposób w polskim ekosystemie. Jeśli dla mnie coś jest innowacyjne, oznacza to, że jest stare. Innowacja to nic innego jak poprawiony sobotni makijaż po piątkowej imprezie. 

Bardzo ciekawe!

Natomiast „nowe technologie” w polskim słowniku są nadal czymś, co jest niewygodne, brzmi obco. Traktujemy to, jakbyśmy już dawno wypadli poza schemat, pomimo tego, że mieliśmy w naszej historii ogromnych prekursorów i inspiratorów, ze Stanisławem Lemem na czele! Uważam, że mamy ogromne aspiracje i potencjał do tego, żeby tworzyć technologie i być ich liderem, a nie odtwórcami outletów aplikacyjnych. Nie musimy być hurtownikiem cudzych technologii.

Co można zrobić, żeby potencjał talentów z Twojej dziedziny był lepiej dostrzegany i wykorzystywany?

Nie jestem specjalistką w tym temacie. Startup Haptology ma dwa lata, żyjemy w naszej małej bańce: rekrutacja ludzi do naszego startupu to jak rekrutacja ludzi do misji na Marsa.

Jakie kompetencje muszą mieć pracownicy Twojego startupu?

Ktoś, kto potrafi bardzo dobrze się komunikować świetnie się odnajdzie. Moi „astronauci” to ludzie bardzo szeroko wykształceni: mają specjalizację w jednej dziedzinie, natomiast są w stanie rozmawiać, komunikować się i znają bardzo szeroki zakres tematyczny. Cieszę się, bo kiedyś było to piętnem polskiej akademii: gdzieś na zachodzie ludzie uczą się bardzo wąskich dziedzin swojej specjalizacji, przeskakują do przemysłu, tam znajdując w wąskiej dziedzinie zatrudnienie, nie muszą się uczyć całej fizyki, chemii: twierdzą – po co to komu? Ale praca z czymś nowym, wymaga szerszego spektrum wiedzy teoretycznej i umiejętności „łączenia kropek”, zwłaszcza w dziedzinach podstawowych. Dzisiaj często ludzie myśląc „sztuczna inteligencja” nie mają świadomości, że to nowa nazwa na rachunek prawdopodobieństwa: nic więcej. 

Bardzo ciekawa obserwacja.

Nie ma w tym żadnej fantazji, elementów magicznych czy spirytualnych. Jest to czysta nauka: podstawy matematyki i fizyki, ujęte w postaci wielomianu sumy różnych prawdopodobieństw, z którymi dane wejściowe są „konfrontowane”. Z własnego doświadczenia widzę, że polskie uniwersytety uczące bardzo szerokiego myślenia, czasami może i nadmiaru informacji, jednak mają jakąś strategię. Można z tym dyskutować, lub odnaleźć się lepiej na prywatnych uniwersytetach, które już najczęściej stosują zachodni model wdrażania w aplikacje pracy grupowej i większej komunikacji, ale mam wrażenie, że racja leży gdzieś pośrodku. Pracowałam na kilku różnych uniwersytetach: Sorbonie w Paryżu i w Brukseli, w Birmingham, Goteborgu, Lublanie. W prawie każdym laboratorium podstawą core’u inżynieryjnego jest ktoś, kto pochodzi z Polski, Rosji, Ukrainy. Fizyk, matematyk albo chemik. Przedstawiciele starej szkoły. Przypadek? 

Jakie kompetencje przyszłości powinniśmy w takim razie pielęgnować w młodym pokoleniu, by było gotowe na wyzwania rynku pracy?

Uważam, że młodzi ludzie powinni mieć pełną świadomość tego, że w CV nie piszemy: znam język angielski na poziomie średnio-zaawansowanym, mam prawo jazdy, znam się na MS Excel i pakiecie Office. Niezbędne jest programowanie, logiczne myślenie i komunikacja interpersonalna w szerokim rozumieniu poprawności politycznej, czyli tzw. positive feedback. To trzy kluczowe kompetencje, które uważam, należy rozwijać. Bez nich będziesz wykluczony społecznie. Chyba, że wybierzesz koło ratunkowe, czyli w zawody społecznego zaufania (tj. lekarze, pielęgniarki, strażacy). Są to zawody niezbędne i potrzebne do wspierania całej infrastruktury ekosystemu społecznego, którym można łatwiej wybaczyć brak technicznych kompetencji. Uważam, że jeżeli młodzi ludzie pytają o to, na co pójść, co zrobić ze swoją przyszłością, gdzie będzie najwięcej szans, żeby się rozwijać, odpowiedź brzmi: szanse są wszędzie, po wszystkim. Bez względu na to, czy pójdziesz na filozofię, architekturę, marketing lub politologię, wszędzie musisz rozwijać trzy podstawowe cechy, o których wspomniałam wcześniej. 

Nawet jeśli boimy się, że nie damy radę z programowaniem?

Jeśli ktoś sobie myśli – „nie znam się na tym!” – powinien zaakceptować fakt, że programowanie będzie wkrótce jak prawo jazdy. Nieważne czy jesteś w tym średni, dobry, czy jesteś kierowcą rajdowym, nie o to chodzi: musisz się na tym znać, mieć pojęcie i w razie potrzeby użyć kodu. Mamy paletę różnego typu języków programowania, które można opanować. Naprawdę, uwierzcie mi, czasem od 3-5 miesięcy ludzie, którzy nie mają żadnego backgroundu programistycznego wchodzą świetnie w JavaScript i budują piękne aplikacje, zwłaszcza jeśli są to dusze kreatywne, wolne, są w stanie wejść w programowanie z niezwykłym przytupem. Nie oznacza to wcale, że musisz pracować jako programistka/programista, ale musisz znać narzędzia, żeby umieć się komunikować w świecie cyfrowym. Od tego się nie ucieknie. Uważam, że ludzie, którzy zrezygnują z szansy wchodzenia w cywilizację 3.0 i będą się zapierać, że ich to przeraża i nie jest to dla nich, będą społecznie wykluczeni.

Jakie zapotrzebowania i ścieżki zawodowe otwiera przed nami web 3.0?

Dzisiaj budując świat metaverse, przenosimy tam cząstkę nas. Co za tym idzie, przenosimy i pozytywne cechy świadomie, i negatywne cechy nieświadomie. To, co obserwujemy dzisiaj w internecie, z socjologicznego punktu widzenia, to zaspokajanie naszych prymitywnych i podstawowych potrzeb: np. potrzeby przynależności. Uważam, że podstawową cechą nowych zawodów, które wytworzą się na płaszczyźnie obsługi metaversum, będą zawody wspierające inteligencję emocjonalną. 

Jakie są Twoje cele i plany na najbliższe lata?

Będę nadal budować mosty technologiczne w rozwoju cyfrowej transformacji i narzędzia pomagające ludziom się przez niego przedostać. 

Życzymy zatem dalszych sukcesów, które będziemy śledzić z zainteresowaniem! Serdecznie dziękuję za wywiad i poświęcony nam czas.