|

Pamiętne rekrutacje

W zeszłym miesiącu zaprezentowaliśmy Państwu w Rekruterze tekst „Moje pierwsze prace” autorstwa jednej z HR Influencerek, Pani Elżbiety Rosiak, który spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Postanowiliśmy więc pójść za ciosem i popytać znanych w branży HR-owców na temat pamiętnych rekrutacji, w których brali oni udział. Co z nich wynieśli, co było wówczas ważne i w jaki sposób udało się z nich czerpać podczas późniejszej pracy i własnych praktyk. Wypowiedzi udzielili dla Państwa współzałożyciele think tanku HR Influencers: Andrzej Borczyk, HR Director, Grupa Żywiec S.A. oraz Maja Chabińska-Rossakowska, VP HR & Communication, DHL Express. Gorąco polecamy!

pamietne-rekrutacje

Andrzej Borczyk: Szukając w pamięci procesów rekrutacyjnych, które były szczególne przychodzą mi na myśl te, w których sam uczestniczyłem ale także i te gdzie spotykałem wyjątkowe osoby, gdzie ja byłem rekruterem. Dla mnie, jak dla wielu z nas, najbardziej pamiętna jest ta pierwsza, dla mnie nie była to tylko rozmowa, ale proces, który pokazał mi jak wygląda firma. Do dziś jestem przekonany, że proces rekrutacji i kogo w nim spotykamy jest bezpośrednio związany z kulturą organizacji, do której aplikujemy. Pierwsza rozmowa trwała ponad godzinę i byłem na nią zaproszony telefonicznie. Opowiadałem o sobie, o tym co robię i jak to może pomóc mi w pracy. Jako świeży upieczony absolwent nie wiedziałem, że z takiej rozmowy można wyciągnąć tak wiele informacji (to okazało się później na szkoleniu J). Kolejnym etapem był assessment center w siedzibie firmy, gdzie wraz z kilkoma osobami uczestniczyłem w ćwiczeniach grupowych oraz indywidualnych. Miałem także możliwość na kolejne interview z osobami, z którymi miałem pracować. Po całym dniu „maglowania” miałem nadzieję, że pokazałem się takim jakim jestem. Udało się – dołączyłem do Marsa i był to doskonały wybór. Ten proces pokazał mi później wielokrotnie, gdy sam go już prowadziłem, jak ważne jest spojrzeć na kandydata z różnych perspektyw, ocenić potencjał i te kompetencje, których szukamy, spojrzeć na kandydata z perspektywy innych osób dzielących się swoją opinią w panelu dyskusyjnym na koniec dnia. Jasne kryteria i oczekiwania oraz spójność różnorodność procesu gwarantuje maksymalną trafność w wyborze. Później już nie pamiętałem kwestionariuszy, które rozwiązałem lecz przede wszystkim atmosferę tego dnia. Było wyczerpująco, zadania były wymagające ale każdy traktował mnie jak idealnego kandydata, dawał mi odczuć, że mu zależy i dawał zawsze szansę na pytania. To pozwala się upewnić, że finalny wybór jest dobry dla obu stron. Pracując później w sprzedaży i HR prowadziłem setki podobnych procesów, spędzając całe dnie na ocenie kandydatów i wiem, że to jak do nich podchodzimy pokazuje jacy jesteśmy. Jest też coś więcej z czego nie zdawałem sobie sprawy – to relacje, które buduje się już od pierwszego dnia. Z osobami, z którymi będziemy pracować i do których będziemy raportować. To szukanie wspólnego sensu, wartości i ambicji od pierwszego dnia. To świadomość naszych mocnych stron i obszarów do rozwoju, do budowania zespołu z kandydatów, którzy na wejściu są indywidualnościami chcącymi osiągać swoje cele, a później drużyną sięgającą po mistrzostwo. Z tego pierwszego procesu mam do dziś wielu znajomych, powiem więcej – przyjaciół, z którymi wspólnie z rodzinami spędzamy czas. Czy to przypadek ? Nie, to właściwy dobór ludzi, którzy razem tworzą coś więcej niż przekraczanie planów co miesiąc i wdrażanie wspaniałych projektów. Skuteczna rekrutacja to odkrywanie potencjału i szukanie drogi sięgania po więcej. Głęboko wierzę, że nie możemy rekrutować tylko do roli, której szukamy, musimy widzieć w kandydacie potencjał na więcej. Takie rozmowy także pamiętam do dziś i jestem szczególnie dumny z tego, że udało mi się „wyrekrutować” takie talenty, które mogłem wspólnie z nimi rozwijać, a dziś są w wielu ciekawych miejscach. Szczególnie się cieszę, gdy ich ścieżki realizują ich aspiracje.  Uważam, że dla rekrutera – menedżera finalną oceną naszej skuteczności jest jeśli ktoś zachodzi „wyżej” od nas, a my możemy mieć naszą część w planie rozwojowym.

Musimy zawsze pamiętać, by traktować kandydata tak jak chcielibyśmy być traktowani i jak chcemy pokazać naszą firmę. Nawet kandydat, który nie dostanie oferty pracy jest ambasadorem naszego procesu. Zawsze lepiej gdy pozostajemy aspiracją, a nie wielkim rozczarowaniem.

Na swojej drodze miałem szczęście uczestniczyć w różnych procesach, rozmowach indywidualnych, grupowych, osobiście i przez Skyp’e oraz telefon. Takich, w których przyszły pracodawca wsadzał mnie w samolot organizował spotkanie poza Polską i troszczył się o mój cały dzień. Troska i zaopiekowanie się kandydatem jest bardzo ważne, ale kluczem do sukcesu jest jasna definicja kogo szukamy, zaangażowanie osób poszukujących, otwartość i zaangażowanie w proces oraz feedback w trakcie i po zamknięciu procesu. Dziś wiem, że tak prowadzone procesy pamiętam do dziś oraz pamiętają osoby, które brały w nich udział. To pozytywne emocje, które budujemy na zawsze. Oby zawsze dobre.

pamietne-rekrutacje-2

Maja Chabińska-Rossakowska: W moim przypadku pamiętny proces rekrutacyjny to ten, który finalnie nie skończył się dla mnie sukcesem. Rozmowa odbywała się wiele lat temu. Od początku pomiędzy mną a rekrutującą osobą nie było chemii.  Konwersacja szła jak po grudzie, im dłużej trwała tym bardziej byłam zmęczona zadawanymi pytaniami, które w dodatku wydawały mi się  bez związku z moją pracą i ze mną. W którymś momencie pomyślałam, że nie chcę już tej pracy, tej rozmowy i w ogóle nic. Dokładnie wtedy padło pytanie o największą porażkę w moim życiu czyli rekrutacyjna „oczywista oczywistość”. Zgodnie z moimi ówczesnymi przekonaniami odpowiedziałam, że nie ma porażek są tylko informacje zwrotne, więc nie odnoszę żadnych porażek. Rozmowa trwała jeszcze kilkanaście minut. Kiedy z niej wychodziłam  odczułam ulgę, jak się okazało krótkotrwałą. Pytanie dotyczące porażki powracało w mojej głowie na tyle często, że zaczęłam zastanawiać się nad prawdziwością twierdzenia, że nie odnoszę porażek.  Z niejakim rozczarowaniem musiałam przyznać, że to jednak nieprawda. Porażka była i jest częścią mojego życia. Może nie zdarza mi się często, jednak teraz bez trudu  mogę wskazać kiedy i w jakich okolicznościach ją odniosłam. Z tamtej rozmowy rekrutacyjnej nauczyłam się trzech rzeczy , które dzisiaj bardzo mi pomagają w pracy nad sobą. Po pierwsze każdy odnosi porażki – to umiejętność wyciągania z nich wniosków stanowi o naszej sile. Po drugie każdy rozmówca zasługuje na pełną atencję i jeśli rozmowa się nie „klei” to tyle samo  winy za to ponoszę ja, więc dobrze czasami przejąć odpowiedzialność za jakość i dać od siebie coś ekstra. Po trzecie „pycha kroczy przed upadkiem”- łatwo się zapędzić w miejsce, z którego widzimy tylko swoją wyjątkowość nie widząc świata i siebie we właściwych proporcjach.