newsletter
[contact-form-7 404 "Not Found"]

Start-up dawniej i dziś

2452
[social_warfare]

035794_940Start-up dawniej i dziś, da się to w ogóle porównać? Jak bardzo zmieniło się środowisko i warunki do stworzenia start-upu od, załóżmy 1999 roku, kiedy zakładał Pan Work Service?

Obecnie ogromna ilość start-upów istnieje w Internecie, duża część z nich to aplikacje mobilne, widać więc wyraźny progres pod względem technologicznym. Cofając się w przeszłość – 17 lat temu, kiedy zakładaliśmy Work Service, wchodziliśmy w etap, kiedy zaczynały się małe telefony GSM, takie które dało się włożyć do kieszeni, a nie w formie wielkich skrzynek. Teraz technologia jest nieporównywalnie nowocześniejsza, wszystko poszło do przodu, w Internecie można znaleźć każdą potrzebną i niepotrzebną rzecz. Wszystko dzieje się szybciej, intensywniej. Wówczas minuta rozmowy przez komórkę kosztowała załóżmy 2 złote, dzisiaj pewnie 20 groszy, albo nic. Pociągiem z Warszawy do Wrocławia jechało się 7 godzin, dziś dwa razy krócej. Czasy, gdy powstawał Work Service, to był rok bardzo dużych inwestycji w Polsce, wiele się wówczas budowało, powstawały duże markety. Napływało również wiele inwestycji zagranicznych, które generowały zapotrzebowanie na mnóstwo usług oraz rąk do pracy – dzisiaj na rynku nie ma już takiego ruchu. Współcześnie, aby coś zaczęło funkcjonować, musi cechować się dużą innowacyjnością. Wówczas wcale nie musiało być bardzo innowacyjne, ważne, że było, po prostu. Kilkanaście lat temu zrobić biznes było prościej, wiele osób rozpoczynało karierę poprzez to, że po prostu otwierali swój biznes, a ten już sobie po prostu radził. Obecnie należy założyć biznes, który jest interesujący i naprawdę innowacyjny, ponieważ rynek jest poukładany i wzrost nie jest inwestycyjny, ale organiczny. W tamtych czasach wzrost był na poziomie 6-7% i to wszystko były nowe inwestycje. Podsumowując, główna różnica leży, po pierwsze, w kompletnie innym poziomie technologicznym, a po drugie, że gospodarka nie jest w fazie eksplozji inwestycyjnej. Na ten moment z gospodarki wyciska się procenty poprzez podniesienie efektywności i wydajności pracy i optymalizację. W tamtych czasach zakładało się, załóżmy, supermarket i nagle okazywało się, że ludzie przyjeżdżali z innych dzielnic, żeby zobaczyć jak wygląda taki sklep, w obiekcie pojawiało się nagle zapotrzebowanie na 300 studentów. Kiedyś gdy podawano cenę, żaden z klientów nie robił przetargu, nie pytał o zbijanie ceny, a działał na zasadzie: „macie zasób, bierzemy to, idziemy razem do przodu”. Dzisiaj mamy cenę przetargową, na końcu jest marża. Różnice są znaczne. W ten sposób płynnie przechodzimy do zasad zakładania start-upów – nie jesteś innowacyjny, nie masz produktu jako pierwszy na rynku – masz niewielkie szanse. Przy zrobieniu fajnego start-upu jest to bardzo ważne.

To chyba lekki paradoks, że lepsza technologia pozwala na większe możliwości, co powinno ułatwiać życie, ale jednocześnie przez te rozwijające się możliwości, jest coraz mniej nieodkrytych rzeczy i coraz trudniej wymyślić coś oryginalnego.

Czasem wystarczy poszukać w Google, żeby stwierdzić, że coś co – wydawało nam się – że wymyśliliśmy, już jednak istnieje. Biorę obecnie udział przy start-upie LepszaPraca.pl, myślę, że całkiem prawdopodobne może być to, że tego typu start-up gdzieś już na świecie istnieje. Nie ma go w Polsce, ale nie sądzę, że gdzieś na świecie nie powstała podobna idea. Nie ma jednak sensu się tym frapować i tracić czas, może się bowiem okazać, że nawet jeśli nie ma takiej firmy, to lada moment powstanie. Tempo powstawania biznesów na świecie jest ogromne.

Wydaje się, że zapanował prawdziwy „boom” na start-upy.

Tak, mamy obecnie niemal nieograniczoną możliwość tworzenia różnych aplikacji. Duża część start-upów to obecnie aplikacje w Internecie, w innych aspektach, poza „mobilami” nie ma tak intensywnego tempa wzrostu. Mobilne start-upy to platforma, gdzie można kreować niemal wszystko. Z kolei otworzenie firmy, która ma pracowników, pomysł biznesowy, coś sprzedaje, kupuje, działa w „realu”, zajmuje więcej czasu i kosztuje dużo energii.

Nie polecałby Pan więc zakładania start-upów działających inaczej niż na zasadzie mobilności?

Powiedziałbym, że takie start-up także mogą wypalić, pod warunkiem jednak, że produkt naprawdę jest innowacyjny. Osobiście uważam, że produkt musi być świeży i powinien wypełniać niszę na rynku a marża najlepiej, jeśli jest wysoka. Start-upy niskomarżowe podobają mi się mniej, chyba,  że są masowe. Mam dobrą marżę, jestem pierwszy na rynku, pracuję w niszy – a więc mam dedykowany dla ściśle określonej grupy klientów produkt, którzy przez to, że jestem podmiotem niszowym, traktują mnie poważnie.

Jako specjalistę?

Weźmy agencje pracy. W przyszłości nie będzie miejsca dla agencji niewyspecjalizowanych. Dzisiaj firma rekrutacyjna zajmuje się szukaniem: prezesa, dyrektora, lekarza, inżyniera, kierowcy… Oczywiście nie mówię tego dosłownie, ale rekrutujemy jednak niemal wszystkich. Przyszłość do wyspecjalizowanie się na konkretne branże, stanowiska. Wynika to z tego, że obecnie, aby znaleźć człowieka, nie wystarczy już opublikować ogłoszenia na jakimś portalu czy w gazecie (to już w ogóle jest passe), ale trzeba wejść w sieć. Należy poznać środowisko, w którym przebywa nasz potencjalny kandydat. Gdzie przesiaduje, czym żyje, co czyta, na jakim forum dyskusyjnym się udziela, co robi na LinkedIn, jakie rzeczy udostępnia na Facebooku. Taki zawoalowany headhunting. W przyszłości, kiedy prawdziwy headhunting rozwinie się jeszcze silniej, będziemy mieli do czynienia z rynkiem wysokich stawek za rekrutacje, dużej specjalizacji i wszelkiego rodzaju benefitów pozafinansowych. Ostatnio poznałem firmę, która wysyła swoich informatyków na cały miesiąc na Bali, żeby programowali w innej scenerii, praca ma być jednocześnie przygodą. Pieniądze mają być ważne, ale nie najważniejsze. Na ostatnim Wieczorze Rekrutera rozmawialiśmy z Arturem Skibą z Antala i zastanawialiśmy się, które z firm obecnych na wydarzeniu się zmienią, a które ewentualnie upadną przez trend, który się aktualnie dokonuje. Większość działa będzie odbywała się w sieci. Już teraz badania pokazują, że 30 % znalezienia sobie pracy stało się za pośrednictwem mediów społecznościowych, z polecenia, z Facebook,a z LinkedIn. Tempo poszukiwań pracy poprzez te media oraz rekomendacje, jest tak zawrotne, że w ciągu kilku lat może sięgnąć nawet 80 %, to jest najnowszy trend. Stąd też wziął się pomysł na start-up LepszaPraca.pl

No właśnie. Dlaczego uczestniczy Pan w projekcie?

Nie analizowałem ile to będzie kosztowało i jaki może być zysk. Pokazano mi pomysł, w którym rzecz dzieje się w sieci, jest temat rekomendacji poprzez znajomych, funkcjonalność. W tej chwili pracodawcy uwielbiają zatrudniać ludzi z poleceń, wszystko zaczyna się w sieci.

Jak działa LepszaPraca.pl?

Jest to pierwsza platforma rekrutacyjna, łącząca w sobie rekrutację społecznościową z klasycznymi metodami rekrutacji, umożliwiająca wykorzystanie siły rekomendacji w Internecie, skupiająca pracodawców, rekruterów i kandydatów. Zasada jest bardzo prosta – użytkownik rano wchodzi sobie na nasz portal, patrzy kto jest aktualnie poszukiwany. Wiele osób studiowało z kimś, kto wydaje się idealnym kandydatem, zna kogoś, kto ma odpowiednie kwalifikacje. Jak to się mówi „znam kogoś, kto zna kogoś…”. Wówczas można polecić tę pracę poprzez Facebooka czy LinkedIn, lub po prostu mailowo. Jeżeli polecona przez nas osoba podpisze umowę, do dostanę nagrodę. W tej chwili od 1000 do 10 000 zł. W tej chwili, po 3 tygodniach istnienia, mamy już 200 000 złotych na nagrody za rekomendacje. Cały trud użytkownika LepszaPraca.pl to po prostu klikanie, share’owanie – nasza wiadomość idzie w świat i mamy szansę otrzymać za to pieniądze.

Jakie jest pierwsze przyjęcie projektu?

Dopiero wystartowaliśmy, na ten moment (wywiad przeprowadzono 16.06 – przyp. red) mamy 422 zarejestrowanych użytkowników, 72 złożone aplikacje i 130 poleceń. Znaczna większość odwiedzających nas osób, dokonuje tego poprzez urządzenia mobilne. Zamknął się tez już jeden projekt, jeden z pracodawców wybrał pracownika. Specyfika jest taka, że liczymy się, iż czasem będziemy musieli poczekać nawet pół roku, od podpisania umowy do przejścia na inne stanowisko mija średnio dwa miesiące. Należy pamiętać, że nie jest to raczej portal dla ludzi pozostających bez zatrudnienia, a dla tych, którzy pragną lepszej pracy.

Dużo mówimy o rekrutacji w Social Media, o poleceniach. Tradycyjne portale z ogłoszeniami odchodzą do lamusa?

Jestem w stanie założyć się, że mają mniejsze obroty niż choćby rok temu. Uważam, że taki trend miał swój początek w tamtym roku. Skuteczność takich portali mocno spada. Pracodawcy bardzo przychylnie spoglądają na rekomendacje, naturalne bowiem jest, że jeśli kogoś polecamy, to nie będzie to osoba, której byśmy się wstydzili, która się nie nadaje do danego stanowiska. Osoba polecająca zna kandydata, wie co robi i na co go stać, co daje sygnał pracodawcy, że kandydat jest wiarygodny. Osoby z polecenia są wiarygodne, sprawdzają się, dochodzi do tego aspekt kapitału społecznego. Polecenie istnieją tak naprawdę od wieków. Nawet współcześnie istnieje wiele firm, które płaciły za polecenia wewnętrzne, czyli wręczało nagrody pracownikom, którzy spośród swoich bliższych czy dalszych znajomych potrafili wskazać odpowiednią osobę na dane stanowisko. Trend rekomendacji w portalach społecznościowych jest bardzo silny, dlatego opieramy się w dużej mierze na Facebooku oraz LinkedIn.

Czy Wasze narzędzie może wyprzeć agencje rekrutacyjne?

Moim zdaniem nie, ponieważ całego procesu nie da się jednak oprzeć na Social Media. Jest jeszcze wywiad, rozmowa, ktoś musi zrobić preselekcję, przygotować kandydata. Agencja pracy może być swojego rodzaju filtrem, który przeczesze setki aplikacji, tak żeby pracodawca otrzymał już konkretne, dopasowane kandydatury. Tutaj może być właśnie ciekawa nisza dla agencji rekrutacyjnych – mogą one stanowić, nazwijmy to, ogniwo pośrednie w naszej aplikacji. Gdyby firmy rekrutacyjne stały się częścią tej gry, byłby to idealny model. Myśleliśmy nawet nad zorganizowaniem elitarnego klubu agencji rekrutacyjnych, które dostawałyby te najbardziej wymagające zlecenia na wyłączność. Zanim to jednak nastąpi, cały projekt musi jednak nabrać odpowiedniego rozpędu i skali. Przy zakładaniu start-upu należy wykazać się ogromną cierpliwością, nie inaczej jest w tym przypadku. Tylko 3 – 5 % start-upów okazuje się sukcesami. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku, jesteśmy jednak dobrej myśli, trendy rynkowe są po naszej stronie.