|

„Warto być autentycznym już na poziomie rekrutacji”. Wywiad z Magdaleną Król przed Kongresem Kadry

Już 24 i 25 października w Centrum Nauki Kopernik odbędzie się 36. edycja Kongresu Kadry, czyli najważniejsza konferencja HR w Polsce. W tym roku przyświeca jej tytuł: „Ukryci wrogowie. Nieoczekiwani sprzymierzeńcy”.

We współpracy z Kongresem Kadry jako partner medialny publikujemy wyjątkową zapowiedź wydarzenia. W drugim dniu konferencji, Magdalena Król, Manager HR z sercem wygłosi wystąpienie „VALUE OF THE QUEEN – jak pokonywać trudności w pracy HR’owca, czyli kilka inspiracji jak pracować zgodnie ze swoimi wartościami i nie pozwolić, aby przekraczano nasze granice. Krótka historia autentyczności”.

Zuzanna Lech: Zbliża się kolejna edycja Kongresu Kadry. W tym roku zostanie poruszonych wiele tematów dotyczących m.in.: zmiany, globalnej mobilności, HRBP i budowania wspólnoty. Organizatorzy zaplanowali także wystąpienie dotyczące autentyczności. Skąd pomysł na taki temat spotkania? 

Magdalena Król, Manager HR z sercem: Po wystąpieniu na konferencji dotyczącej EB, która odbyła się w zeszłym miesiącu, wiele osób podchodziło do mnie i udzielało mi feedbacku, na temat mojego przemówienia. Od kilku z nich usłyszałam „Jaka Pani jest autentyczna”, „gratuluję, że potrafi Pani być autentyczna”. To był dla mnie niesamowity moment refleksji i niebywałe uwieńczenie mojej pracy nad sobą. Skoro ludzie już to widzą i czują, to znaczy, że odrobiłam swoją życiową lekcję i teraz mogę zacząć się z innymi tym dzielić. Bo dobrem przecież należy się dzielić.

Dlaczego autentyczność jest obecnie tak ważna na rynku pracy?

Boję się stanowczo i jednoznacznie zadeklarować, że jest ważna na rynku pracy. Bo czy mogę wypowiadać się za wszystkich? Ja osobiście lubię ludzi autentycznych. Takim, którzy kryją się za pozorami, konwenansami oraz manipulacją, mówię stanowcze NIE. Dzięki autentyczności, możemy lepiej się poznawać, a dzięki temu lepiej współpracować. Będąc autentycznymi możemy także zadbać o swoje granice. W naszym świecie to my, ludzie jesteśmy takimi niezależnymi krajami. Każdy człowiek jest jak małe państwo z własnymi granicami i z własnym prawem, rzecz jasna determinowanymi przez pewne normy. Jeśli ktoś nie respektuje granic Twojego własnego państwa, jeśli ktoś nie szanuje prawa, jakie w nim ustanowiłeś, uderza w Twoją wolność. Nie pozwalaj mu na to.

Czy bycie całkowicie autentycznym w pracy jest bezpieczne i rozsądne? Czy branża pozwala nam na autentyczność?

Jak wszystko w HR, moja odpowiedź brzmi: to zależy. Zależy od branży, w której pracujemy oraz od środowiska, w którym przebywamy. Warto się zastanowić, czy chcę współpracować z ludźmi, którzy nie pozwalają mi być sobą? Czy chcę ulegać ciągłej presji udawania kogoś, kim nie jestem?

Miałam pewien mocny moment zatrzymania, taki moment w życiu, gdy mocno zaczęło mnie uwierać, gniotło mnie coś w splocie słonecznym i wtedy przypomniałam sobie, co mówi moja Mentorka: „Magda bądź uważna na to, co mówi Ci twoje ciało” Hmm… pomyślałam, poobserwuję, zbadam, dowiem się, co to jest. Co mnie tam uwiera? Nazwę to… Pooddycham… I już wiedziałam, to był tłumiony gniew. To był brak zgody na narzucane mi sztywne zachowania oraz głoszenie decyzji biznesowych w imieniu pracodawcy, które nie były w zgodzie ze mną, ponieważ naruszały przepisy prawa. Wtedy moją uwagę przykuł poniższy cytat. Był on wypowiedziany w innym kontekście, ale ze mną rezonował i pomyślałam, przecież to o kręgosłupie moralnym. „Myśmy się też pozbyli swojego kręgosłupa, może uznaliśmy, że kręgosłup już jest niepotrzebny człowiekowi, że to niemodne mieć kręgosłup”, jak powiedział William Faulkner.

Jak głosi opis Pani wystąpienia na stronie internetowej organizatora „Autentyczność – to dla niektórych z nas wielki akt odwagi”. Jak zacząć? Jak znaleźć w sobie tę odwagę?

Należy zacząć od siebie. Przestać obserwować innych i komentować to, co nas w nich uwiera. Jeśli mnie coś w kimś uwiera, to pracuję z tą myślą. Zastanawiam się, czemu tak jest. Może ja mam tę cechę, tylko jeszcze u siebie jej nie widzę, albo może ja tego nie mam i dlatego mnie uwiera. Trzeba z pokorą podejść do swoich wad, zacząć nad nimi pracować, aby każdego kolejnego dnia być choć lepszym od swojej wersji z dnia poprzedniego. Otaczać się ludźmi, którzy będą nam dawali feedback z dobrą intencją, nawet ten trudny. Należy także zdiagnozować w sobie, co mam dobrego. Jakie są moje super moce? Na czym mogę budować. Przyznam szczerze, że na początku miałam z tym niebywały kłopot, ponieważ widziałam u siebie tylko wady. Wtedy podjęłam pracę ze swoimi mentorkami i zobaczyłam światełko w tunelu. Myślę, że w tym procesie ważne jest wyzbycie się wstydu i praca z autorefleksją.

Jak odnalazła w sobie Pani autentyczność? 

Moja droga była długa i wyboista, zresztą wciąż nią podążam. Podstawą zmiany była autorefleksja, rozwój osobisty, rezygnacja z ego oraz pokora. Czy pamiętacie pierwszą pracę w zawodzie? Pierwsze lata spędzone na zdobywaniu doświadczenia? Pierwszych mentorów, do których chcieliście równać? Często mówi się o tym, że wraz z drzwiami do kariery, otwiera się coś jeszcze. Pewien obszar osobowości, który dojrzewa – razem z nami. Kiedy rozpoczynałam swoją drogę, jak gąbka chłonęłam wiedzę, którą przekazywali mi starsi pracownicy. Starsi stażem, wiekiem… Traktowałam ich jak absolutny autorytet, marząc o tym, by któregoś dnia im dorównać. Po kilku latach pracy, wraz z rozwojem, przyszedł on. Wśród lekarzy określa się go „syndromem Boga”. Kojarzycie? To ten moment kariery, kiedy wydaje się Wam, że wiecie już absolutnie wszystko, a patrząc w lustro, widzicie nieskazitelnego eksperta. Nikt Was nie zatrzyma! A jednak…

Czy są osoby, które przez lata funkcjonują na tym etapie? Wiem, że tak – znam takich. Często odnieśli spektakularny sukces i w związku z tym uważają, że wiedzą wszystko najlepiej. Jednak często „syndrom Boga” boleśnie ulatuje. Dlaczego boleśnie? Czasem w wyniku nieudanego projektu. Czasem przez popełnienie istotnego błędu. Czasem z jeszcze innego powodu, ale w to miejsce pojawia się coś innego. Pokora. Ta, której często brakuje nam na samym początku, dojrzewa w nas właśnie wtedy, kiedy zamieniamy się w prawdziwych specjalistów. Mam taką teorię życiową, która mówi, że do 40stki uczyłam się od osób starszych od siebie. Po 40stce natomiast czerpię wiedzę od młodszych. Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Cornella. Efekt Dunninga-Krugera polega na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności. I tej pokory nam wszystkim życzę.

Słuchając Pani wystąpień, obserwując Panią w Social Mediach, jak możemy wiedzieć, że jest to właśnie prawdziwa Pani? Jak zweryfikować czyjąś autentyczność?

Niestety nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Moim zdaniem to idzie z poziomu serca, a nie rozumu. Po prostu czujemy, gdy ktoś jest autentyczny i gdy nas okłamuje. Gdybym co innego pisała w moich postach, a inaczej się potem zachowywała w świecie offline, ludzie bardzo szybko by to zweryfikowali. Będąc sobą tu i tu, nie muszę się o to martwić. Wszelkim moim działaniom towarzyszą wartości, które wyznaję. Trzymając się ich mogę być autentyczna i działać w zgodzie z sobą, a przy tym zadbać o innych. Tak też powstała seria postów na Li o nazwie #ValueOfTheQueen. Jedną z nich jest szeroko pojmowany szacunek.

Zapadł mi w pamięć cytat, który krąży po sieci i regularnie wraca do mnie jak bumerang. Może nie bez powodu, ponieważ doskonale oddaje moje pojmowanie powyższej wartości. Cytat ten brzmi: „Wychowano mnie tak, aby okazywać sprzątaczce taki sam szacunek co prezesowi wielkiej firmy”. Szacunek to pojęcie niezwykle szerokie, połączone z wieloma obszarami zarówno życia osobistego jak i zawodowego. Jestem głęboko przekonana, że niezależnie od tego, o której sferze mówimy, szacunek powinien stanowić absolutny fundament i nadrzędną wartość, cechującą nasze działania.

Jak płachta na byka działają na mnie osoby i zachowania świadczące o braku owego szacunku, czy wręcz przeciwnie – nacechowane zarozumiałością, przekonaniem o swej wyższości i (w najgorszym wypadku) pogardą. Takim postawom mówię stanowcze NIE! Idąc dalej, jest mi niezmiernie przykro, a zarazem gotuje się we mnie, gdy ktokolwiek odnosi się do ludzi w taki sposób. Zdarza się, że traktowani są Oni w sposób lekceważący, a ich kompetencje są poddawane w wątpliwości, bo przecież „co tam może wiedzieć np. asystent czy młodszy specjalista?”. Sama tego doświadczałam na początku mojej kariery i w dalszym ciągu doświadczam, gdy ktoś jest wyraźnie obrażony, że nie rozmawia z samym Prezesem Zarządu, dlatego wiem z jaką frustracją muszą się mierzyć. I teraz wyobraźmy sobie, że głoszę swój pogląd w Internecie, a następnie jadę na konferencję i tam zachowuję się w sposób pozbawiony szacunku w stosunku do innych uczestników. Świat szybko by to zweryfikował.

Jak postawić granice tak, aby nie zostało to źle odebrane przez np. naszych przełożonych? Jak je komunikować, żeby pracodawca nie pomyślał, że np. nie chcemy wykonać jakiegoś zadania, ponieważ jesteśmy zbyt leniwi, bądź zwyczajnie „buntujemy się”?

Jeśli któryś z naszych przełożonych myśli, że jesteśmy leniwi, albo, że się buntujemy, to oznacza, że jest tylko „szefem”, a nie prawdziwym „liderem”. Moim zdaniem, nie posiada taki człowiek wiedzy oraz kompetencji do zarządzania zespołem. Rekomenduję ucieczkę i zmianę pracodawcy, na takiego, który jest świadomy i potrafi zadawać odpowiednie pytania, aby uchwycić sedno problemu.

Jak ważna jest autentyczność i stawianie granic w pierwszych dniach pracy? Czy jeśli na początku nie postawiliśmy granic we właściwym miejscu, to potem jesteśmy w stanie to nadrobić?

Moim zdaniem, warto być autentycznym już na poziomie rekrutacji. Wtedy będziemy mieć większy procent prawdopodobieństwa, że pasujemy do zespołu i kultura organizacyjna jest gotowa na nas takimi jacy jesteśmy. Autentyczność, odwaga i stawianie granic są bardzo ważne na każdym etapie, aczkolwiek czasami są trudne do wdrożenia, jeśli nie znamy swoich granic i nie odnaleźliśmy w sobie pokładów odwagi. „Odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu”, jak powiedział Mark Twain.

Warto tu także poruszyć jeszcze jedną kwestię. Kiedy mówimy o odwadze, rozumiemy ją najczęściej w kategorii jakiegoś atutu, kompetencji, umiejętności, czy też talentu – tak jakby była to chociażby zdolność porównywalna do predyspozycji do wystąpień publicznych, czy też przygotowania wyjątkowo dobrej prezentacji. To, co jednak odróżnia odwagę od tych przykładów, to fakt, że po drugiej stronie opisanych zdolności nie stoją zasadniczo żadne negatywne przeciwieństwa. Jeśli ktoś nie lubi i nie umie występować publicznie to… po prostu nie musi tego robić. Jest spora szansa, że inny członek zespołu podejmie się tego wyzwania ponieważ ma do tego dryg, tymczasem nasz niepewny siebie prezenter będzie mógł błyszczeć w innej roli. A jeśli będzie chciał to przecież przy wsparciu, może się tego nauczyć i wyjść ze swojej strefy komfortu w dogodnym dla siebie tempie. Z odwagą jest jednak inaczej – jej przeciwieństwo stanowi bowiem STRACH. Ze strachem jest już inaczej. Oddziałuje on na nas w najgorszy możliwy sposób – paraliżuje, zatrzymuje w miejscu, nie pozwala nam się rozwinąć, uniemożliwia racjonalne myślenie.

Zastanówmy się jak często pozwalamy aby strach – przed oceną, przed konsekwencjami, czy po prostu naszymi irracjonalnymi pesymistycznymi scenariuszami w głowie – hamował nas przed rozwojem, przed sukcesem, albo po prostu lepszym samopoczuciem i budowaniem naszego dobrostanu. Jest także hamulcowym w naszej drodze do autentyczności. A najczęściej boimy się zupełnie niepotrzebnie! Przysłowie „strach ma wielkie oczy” nie wzięło się znikąd. Projektujemy w głowie scenariusze, które w 99% i tak się nie wydarzą. Zatem nie bójmy się być odważni. Komunikujmy szczerze nasze potrzeby i obawy. Czasami tak po ludzku, ta druga strona, nie wie, że jej działania naruszają nasze granice. Jeśli odważymy się to zakomunikować z szacunkiem i opowiemy co nam to robi, jak dane zachowanie na nas wpływa (komunikat typu „ja”), to mamy szansę na zmianę, poszerzenie perspektywy drugiej stroni i finalnie poprawę naszego funkcjonowania w życiu zawodowym, jak i prywatnym.

Na portalu LinkedIn, publikuje Pani posty z serii #ValueOfTheQueen. W kontekście stawiania granic, naruszalność której wartości, powoduje u Pani „gniecenie w splocie słonecznym”, o którym Pani wspominała na początku naszej rozmowy?

Zaufanie jest wartością, która ma dla mnie szczególnie ważne znaczenie, a która zarazem jest niezwykle wymagająca do wypracowania. Natomiast jej naruszenie jest cholernie dotkliwe i trudne (niemożliwe?) do odbudowania. Czym jest zaufanie? Podejrzewam, że ilu pytanych, tyle uzyskamy odpowiedzi i definicji. Z pewnością wiąże się to z jej bardzo osobistym charakterem oraz naszym życiowym doświadczeniem, tym, w jakim stopniu w naszym życiu obdarzyliśmy kogoś zaufaniem i z jakim stopniem ufności w stosunku do nas samych się zetknęliśmy. Ponadto mnogość definicji wiąże się z tym, że zaufanie budować można wyłącznie w oparciu o inne, liczne wartości, o których pisałam wcześniej.

Dla mnie zaufanie to przekonanie, że czyjeś słowa są prawdziwe i szczere. Wiara w to, że mogę powierzyć swoje sprawy i podzielić się swoimi emocjami i myślami (zarówno osobistymi jak i zawodowymi) z drugą osobą. Jest to także wiara w samego człowieka. Przekonanie, że podzielamy podobny system wartości. Zaufanie to także nadzieja – szeroko pojęta. Nadzieja, że „gramy do jednej bramki”, że chcemy razem pokonywać kryzysy i na nich budować, że druga osoba nigdy nie wyrządzi Nam krzywdy. I na koniec, jest to fundament, na którym można tworzyć, rozwijać i pielęgnować piękną, długofalową relację. Wiele osób mówi, że raz nadszarpnięte, przepadnie bezpowrotnie przy kolejnym kryzysie. Inni twierdzą, że nie jest ono jednorazowym przywilejem i nawet utracone zaufanie da się odbudować. Łatwo jest o tym sądzić, dopóty dopóki samemu nie stanie się w obliczu takiej sytuacji.

Serdecznie dziękujemy za poświęcony nam czas.

Serdecznie dziękuję za zaproszenie do udziału w wywiadzie. Była to miła podróż i możliwość uporządkowania myśli.

O Stronie Kadry

Strona Kadry to nowe miejsce, w całości poświęcone tematyce nowoczesnego HR-u i mądrego rozwoju. Chcemy, aby była to strona, na której „kadrowcy” różnych specjalizacji mogą znaleźć najlepsze materiały rozwojowe: praktyczne, aktualne, ciekawe. To także przestrzeń spotkań, wymiany poglądów i oddolnych inicjatyw. Stronę Kadry tworzy zespół marki meet&grow. Zapraszamy do odwiedzenia Strony Kadry: https://stronakadry.pl/